#13 – Catflix

tps13

NETFLIX! To nie nasz spóźniony zapłon, a świadoma decyzja, że mówimy o nim dopiero teraz, ponad pół roku od pojawienia się tego cudeńka w Polsce. Od styczniowego podniecenia, przeplatanego zawodzeniem, że „niby fajnie, ale nie ma nic ciekawego i brak polskich napisów” minęło sporo czasu. Dziś Typowo Piwniczne Sprawy są zachwycone ilością możliwości spędzania wolnego czasu przed telewizorem. Stranger Things? Orange is the New Black? Daredevil? Archer? Outlander? Better Call Saul? A może Kucyki, albo inne czarodziejki? Żaden problem! Tylko nie zapomnij złożyć wymówienia w pracy!

Temat odcinka:
Netflix w Polsce oraz jego oferta

Pobierz w formacie mp3
Zobacz nas na facebooku!
Subskrybuj za pomocą tego RSSa!
iTunes

tps

About the Author

RogeR

Nieprzytomny, brodaty, sepleniący informatyk. Legenda głosi, że dwa miesiące temu wykradł arcyważny artefakt z rąk Przedwiecznego Zakonu Wiewiórek. Niestety do dzisiaj nie wie, jak się nim posługiwać. Suchy jak Sahara, porywczy jak Niagara. Fan gier video oraz planszówek. Hejter Chińczyka i Monopolu (no chyba, że całodobowego). Jego ulubionym zajęciem jest masochistyczne granie w Dark Souls oraz DOTA 2. Lubi kino (kupił Unlimited), wino (przed koncertami) i pianino (w życiu nie zagrał na nim nic więcej, niż „Wlazł kotek na płotek”), a także spryskiwanie wodą uciekającego kota.

  • Tony

    Hej,

    Netflixa kupiłem na premierę 4 sezonu House of Cards. Po premierze był bez polskich napisów/lektora, więc było to pewnym wyzwaniem oglądanie akurat tego serialu z angielskimi napisami, bo jest tam trochę specjalistycznego, politycznego żargonu. Czasem pauza i Google były konieczne. Świetny sezon.

    Daredevil: ja nawet nie zwróciłem uwagi, że te „ninje” jakieś dziwne, ale walki były średnie, a pomiędzy walkami fabuła też średnia, czasem aż żenująca, gdy kilka prostych zdań rozwiązałoby większość problemów bohaterów. Sezon 2 to rozczarowanie.

    Orange is…: odpadłem przy drugim sezonie.

    Better Call Saul: moim zdaniem bardzo dziwny serial, który ma swoje krótkie momenty, ale też i dłużyzny. Odpadłem gdzieś za połową pierwszego sezonu (chociaż Breaking Bad obejrzałem i się podobało).

    Bardzo pozytywne zaskoczenie na Netflix: Elementary. Kliknąłem praktycznie bezmyślnie, po 15 minutach pierwszego odcinka byłem wciągnięty jak w bagno. Do dziś pochłonąłem wszystkie serie.

    Making a Murderer: ten serial jest tak polecany, że wręcz nie można nie obejrzeć. Pierwszy odcinek jest średni, ale od drugiego zaczyna się prawdziwa jazda. Nie lubicie dokumentów? Ja też nie lubię, jest to praktycznie jedyny serial – dokument, jaki obejrzałem w ostatnich latach. Ten serial to coś niesamowitego. Świadomość, że wszystko się dzieje naprawdę powoduje, że przeżywane emocje są podniesione do kwadratu.

    Mr Robot: drugiego sezonu nie polecam. W tym sezonie akcja zaczyna się od… piątego odcinka! Moim zdaniem ten sezon jest dla hipsterów. Ja oglądam ten serial z uwagi na wątki informatyczne, sam jestem prostym informatykiem i widocznie tak dalekie od nich odejście nie jest dla mnie. Żeby nie było, kilka pojedynczych scen jak do tej pory jest świetnych i zrealizowanych z ogromnym rozmachem. Ale co z tego, skoro w pierwszych czterech odcinkach połowa czasu to puste gadki testujące cierpliwość widza. Szkoda, bo po pilocie (pierwszego sezonu) byłem zachwycony. Pilot obiecywał, że będzie to serial hackerski z elementami akcji i dramatu. A serial okazał się być dramatem psychologicznym z elementami akcji i hackerskimi. A seriali dramatów jest od groma. Duże rozczarowanie.

    Wracając do Netfliksa, po 3 miesiącach wstrzymałem subskrypcję, bo ostatecznie nie widziałem tam już nic ciekawego dla siebie, ale przyznaję, że oglądanie Netfliksa jest tak cholernie wygodne, że na pewno wrócę.

    • Making a Murderer jest świetnym serialem, też bardzo polecam, z jednym zastrzeżeniem. Trzeba to traktować jak serial a nie jak dokument, który pokazuje neutralną rzeczywistość. Po obejrzeniu serialu trochę poczytałam o całej sprawie i jest ona bardziej zawiła, niż jest to pokazane w produkcji. Co nie zmienia faktu, że sama realizacja jest na najwyższym poziomie.
      A próbowałeś może Narcos? Ja właśnie kończę drugi sezon i uważam, że mimo swojego ciężaru i pewnych przestojów w fabule jest warty uwagi. Oczywiście cała historia Escobara jest w jakiś sposób podkręcona, żeby fabuła była spójna, ale te wstawki z archiwalnych nagrań też budują poczucie realności historii. I jeszcze ten dominujący język hiszpański bardzo poprawia odbiór całości.